top of page

Nie wystarczy, żeby było ładnie

4 minuty temu
4 minut(y) czytania


Kultura w Polsce jest finansowana przede wszystkim przez dotacje dla publicznych instytucji kultury. I kropka. Mecenat prywatny, wspieranie niezależnych inicjatyw, czy wszelkie rozwiązania hybrydowe - to naprawdę margines.


I to jest przepis na katastrofę. 


Raz, że nikt poza politykami tego nie kontroluje, dwa że tych pieniędzy więcej nie będzie. W związku z depopulacją i starzeniem się społeczeństwa instytucje kultury będą musiały konkurować o środki nie pomiędzy sobą, ale również na przykład ze szpitalami i opieką seniorów. Ja nie mówię o tym, że „nie dostaniemy dotacji na kolejny festiwal” – mówię o konieczności redukowania zespołów (artystycznych również, a może nawet przede wszystkim).


Rozczula mnie, jak widzę, powoływanie kolejnych instytucji i tłumne foty polityków na otwarciach, bo wiem jaki jest problem, żeby to potem utrzymać.


Jak będziemy tym zarządzać tak, żeby było miło i ładnie – to sorry… to jest za mało, naprawdę za mało.


O związkach kultury z rozwojem kiedyś


Kiedyś kultura była przede wszystkim albo zasobem ludowym, albo elitarnym. Jasny podział: ludzie praktykują to, co uważają, a kultura "wysoka" jest dla tych, których na to stać. Ważne, żeby pamiętać, że za tymi pieniędzmi szło też niezbywalne, powszechne i często wykorzystywane prawo do żywego komentowania i krytykowania tego, co się widzi na scenie. Wpływ byl i to duży.


Po wojnie postawnowiono to zmienić i postawic kulturę wysoką na piedestał. Tym samym pojęcie kultura zaczęło określac wyłącznie twórczość artystyczną lub działalność prowadzoną przez instytucje kultury, definiowaną w opozycji do tzw. kultury masowej, ludowej, czy popularnej. Chodziło o oświecenie estetyczne, rozwój samoświadomości i godności, oraz oczywiście edukację obywateli. 


Zmieniło się to pod koniec ubiegłego wieku, kiedy na zgromadzeniach międzynarodowych zaczęły pojawiać się opinie poparte badaniami, że rozwój ekonomiczny nie jest możliwy bez rozwoju kulturalnego.


Na początku chodziło o sprzyjanie twórczości i aktywne uczestnictwo w życiu kulturalnym, wzmocnienie działań na rzecz ochrony i rewitalizacji światowego dziedzictwa (zarówno materialnego, jak i niematerialnego) oraz promowania przemysłów kultury i różnorodności kulturowej. Czyli te wszystkie praktyki kulturowe, które robią ludzie sami z siebie doczekały się uznania swojej wartości i ważne stało się, żeby grac na instrumencie, nawet jak nie jest to bardzo ładnie.


Później, ok roku 2010, rozpoczął się “boom” na przemysły kreatywne – czyli przedsięwzięcia na przecięciu obszaru sztuki tradycyjnej, eksperymentalnej i komercyjnej z biznesem i technologią. Co istotne, chodziło o produkty (czyli między innymi to, co mamy teraz w smartfonach), ale także o rozwój ludzi – ich kreatywności, pomysłowości, wykorzystania talentu do tworzenia nowych, ciekawych rzeczy. 


Równolegle powstała koncepcja Richard Floridy dotycząca idei miast kreatywnych, wedle której podstawowym warunkiem konkurencyjności miast jest ich atrakcyjność dla przyciągania klasy kreatywnej. Jej  rdzeń tworzą naukowcy, inżynierowie, architekci, projektanci, ludzie pracujący w szkolnictwie i rozrywce, artyści, czyli jednym słowem wszyscy ci, których zadaniem jest tworzenie nowych idei i pomysłów, a także zgromadzona wokół tej grupy cała rzesza specjalistów o wysokich kompetencjach intelektualnych i profesjonalnych (z takich dziedzin jak biznes, finanse, ochrona zdrowia, prawo). Myślę, że o dostępności logistycznej w tej koncepcji nic nie ma (czyt. posiadanie np. lotniska), bo się to pewnie wydawało oczywiste. 


A jak jest teraz?


Poza tym, co odczuwamy indywidualnie w kontakcie ze sztuką na poziomie emocjonalnym, intelektualnym i duchowym, warto pamiętać o trzech obszarach: 


Dalej kluczowa pozostaje kreatywność. Osoby kreatywne:

  1. mają zdolność do podejmowania ryzyka, są dociekliwe i skłonne do eksperymentów, lubią kompleksowe i trudne wyzwania, wiedzą, że uczenie się jest ciągłym procesem, a nie czymś, co kończy się wraz z formalnym etapem edukacji

  2. mają potrzebę wymyślania nowych zadań, czerpią z tego satysfakcję i są wytrwałe w osiąganiu zamierzonych celów; potrafią także ciężko pracować

  3. posiadają wiedzę i wysoki poziom umiejętności krytycznych do podważania wiedzy; zauważają związki pomiędzy różnymi sytuacjami i widzą możliwości transferu wiedzy pomiędzy nimi.


Na dzisiejsze problemy - jak znalazł… w środowisku pracy przede wszystkim


Drugą rzeczą jest animacja - czyli aktywność społeczna i obywatelska związana z lokalnymi działaniami w kulturze. Takie osoby, aktywnie organizujące działania wokół aktywności kulturalnych:

  1. interesują się tym, co dzieje się wokół nich, reagują na potrzeby swojego otoczenia i są gotowe współtworzyć warunki rozwoju własnej społeczności

  2. mają poczucie wpływu na swoje otoczenie, są gotowe angażować się w sprawy wspólne, podejmować inicjatywę i brać odpowiedzialność za konsekwencje własnych działań

  3. potrafią działać z innymi, budować relacje i sieci współpracy, dostrzegać różne perspektywy oraz szukać rozwiązań, które służą nie tylko interesowi jednostki, ale także wspólnocie.


W tym sensie kultura nie tylko odzwierciedla życie społeczne, ale może uruchamiać zdolność ludzi do wspólnego działania – a więc stawać się jednym z zasobów lokalnego rozwoju. 

Inną rzeczą jest, że w małych społecznościach takie osoby wyrastają na lokalnych liderów i są postrzegane jako zagrożenie przez urzędującą nomenklaturę. Ale to odrębny temat.


I wreszcie trzeci aspekt – wydaje mi się szczególnie aktualny. Tym obszarem jest rola kultury wobec rozwoju technologii i sztucznej inteligencji. W sytuacji, kiedy bigtechy próbują nas przerobić na maszynki do dostarczania danych, to kultura pozostaje kluczowym zasobem ochrony humanizmu - dbałości o jednostkę, autonomii, sprawczości, budowania więzi, krytycznego myślenia, wyobraźni, nadawania poczucia sensu i wielu wielu innych. 

 


Jeśli nie chcemy wrócić do punktu wyjścia – do dzielenia kultury na tę „dla wszystkich” i tę „dla wybranych” – musimy znacznie poważniej rozmawiać o jej wartości. Nie wystarczy już argument, że kultura jest potrzebna, bo zawsze była potrzebna. Potrzebujemy rzeczywistych dowodów na to, co dzięki publicznym pieniądzom powstaje coś wartościowego: coś co rozwija lokalne społeczności i ich mieszkańców. 


Ale nie wystarczy o tym mówić, trzeba to jeszcze robić. Są na to sposoby, są sprawdzone dobre praktyki…, wystarczy z tego skorzystać. Naprawdę.


Ładnie też być musi - ale to za przeproszeniem "bez łaski".


Komentarze


Komentowanie tego posta nie jest już dostępne. Skontaktuj się z właścicielem strony, aby uzyskać więcej informacji.

© 2024 by Anna Świętochowska-Mitrosz. Powered and secured by Wix

bottom of page